poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 30. Ostatni

*5 miesięcy później*
Minęły jedne święta, drugie też. Czas zdecydowanie za szybko leci, bo nim się obejrzałam.. ale od początku. W lutym, po dwóch miesiącach siedzenia czy raczej pomieszkiwania u Harry'ego, wróciłam do Ruth. On razem z Louisem nalegał abym została, lecz nie chciałam ciągle być małym kłopotem. Jestem tylko dziewczyną, która ma problemy ze swoim chłopakiem i tyle. W sumie to byłabym nie fair w stosunku do nich plus nie chciałam mieć wyrzutów sumienia z tym związane. Nic nie jest kolorowe.. nie poznajemy jego prawdziwych barw.
Nie wszystko było ok. Wiele rzeczy potoczyło się nie po mojej myśli.
Kto powiedział, że życie jest łatwe? Jakbyście się czuły z myślą, że przez 5 miesięcy, czyli około 150/160 dni nie widziałyście ukochanej osoby? Jakaś istna masakra. Masz takie śmieszne przeczucie, żeby zadzwonić do niego, pojechać, przytulić, powiedzieć, że wkrótce się ułoży niestety.. nie możesz.
Liam przechodził ostrą terapię, zaraz po tym jak opuściłam Wolverhampton. Meneger postawił sprawe jasno i nie pozwolił mu na większe załamanie, tylko przyspieszył "leczenie". Nie wiedziałam na czym ono polega. Nie miałam prawa wiedzieć. Nikt by mi nie powiedział. Żeby wyniki końcowe były jak najlepsze, zabronił mi na jakiekolwiek spotkania z Paynem. Inna dziewczyna pewnie na moim miejscu by oszalała i wywalczyła swoje. O jedno durne spotkanie, albo chociaż o stały kontakt. Natomiast ja.. przyjęłam to ze spokojem. To dla jego dobra tak? W ten sposób miałam się przyczynić do czegoś dobrego. Czegoś.. normalnego?  Oczywiście.. on.. zadzwonił do mnie w marcu z życzeniami wielkanocnymi.. co świadczyło o tym, że jednak pamięta. Nie czułam się samotna. O dziwo Zayn kilkakrotnie odwiedzał mnie ze swoją narzeczoną Perrie. Polubiłam ją. Taka zabawna, miła blondynka. Przez związek z Malikiem stała się jako.. kolejna osoba atakowana.. posądzana o fałszywą miłość. "Zerrie is fake" ile razy przeczytałam na twitterze? W większości fanki zachowywały się jak małe zazdrośnice, które nigdy nie będą z idolem. Do nich musi w końcu "oświecić prawda", bo są zaślepione i to strasznie. Ja rozumiem.. kiedy piosenkarz jest singlem.. ale.. gdy ma narzeczoną? Masakra. Przykre co nie?
Od czasu do czasu kręciłam się po ulicach Londynu, poszukując pracy. Ciągłe utrzymywanie przez siostrę Liama.. zaczęło lekko przeszkadzać. W końcu mam 19 lat. Powinnam być samodzielna.. bo.. granie na ukochanej gitarze teraz się nie opłacało. Bycie dziewczyną sławnego chłopaka.. ma swoje plusy i minusy. Pewnego dnia zgłosiłam się do wytwórni muzycznej. Zaśpiewałam im parę piosenek i.. za kilka miesięcy nagrywam płytę. Zaskoczenie? Wielkie. Kiedy producent oznajmił wiadomość stałam lekko zszokowana. 
Wróćmy do rzeczywistości.
-Ślicznie wyglądasz - pochwaliła mnie Ruth, po tym jak wyprostowała moje włosy. Dziś jest wielki dzień. Nareszcie nadszedł 15 maja, ślub Zayna i Perrie. A co teraz z fankami, które mówiły, że Zerrie to ustawka? No bo "chciał wypromować Little Mix". "Ich miłość była udawana, nie prawdziwa" "Mieli za dużo zdjęć w dobrej jakości" i tak dalej. Aż śmiać mi się chce. Ich idol poślubi miłość swojego życia, bez względu na nie. Nie posiadają żadnego wpływu na jego decyzje. One są takie głupie, myśląc, że ktoś pozostanie do końca singlem i na nie czeka. Tak samo było z Niallem. "Wśród Directioners widzę swoją przyszłą dziewczynę". Ehe. A może jednak.. Weronika po części była jego fanką. To zbyt skomplikowane. W każdym bądź razie.. cały band ma kogoś. 
Wzięłam kilka głębokich oddechów. Obym tylko się nie rozmazała. Początkowo.. nie byłam pewna czy mogę przyjść na tą uroczystość, ponieważ zaproszenie było.. pomińmy ten temat. W każdym bądź razie.. bałam się. Na szczęście Malik skontaktował się z Ruth. Powiedział coś w stylu, że jeśli ona będzie z Erykiem, to ja też mam być. Dziwnie to zdanie zabrzmiało. Czy w ogóle miało sens?
-Dzięki, pozwolisz mi ubrać sukienkę? - zapytałam. Co chwilę spoglądałam na zegarek. Tik tak, tik tak, niedługo mamy się zbierać. 
-Idź, tylko uważaj - pogroziła palcem. Już na wejściu powiedziała kilka 'zasad'. "Nie pocierać dłońmi oczu, bo będę wyglądać jak panda". "Nie dotykać policzków", "Nie przejeżdżać językiem po ustach". Brzmi idiotycznie. Jak się rozpłaczę, cały makijaż.. spłynie.. chociaż.. sama nie wiem. Dzisiaj niezdecydowana jestem.
Przeglądając się w lustrze, momentalnie złapałam rękami umywalkę z powodu zawrotu głowy. Roztrzęsiona podeszłam do toalety i.. zwymiotowałam. O co chodzi?
I tak dobre pięć minut z bezsilności siedziałam na podłodze. W takim stanie mam pojawić się na ich ślubie? Mogłam chociaż zjeść śniadanie. "Uspokój się, wdech.. wydech" Stres zdecydowanie wziął górę. Powoli się podniosłam, uważając, aby nie upaść. Całą "tapetę" natychmiastowo zmyłam z twarzy. Ogólnie nie lubię się malować, po co ukrywać "naturalne piękno". Jeszcze jak użyjesz złych kosmetyków, następnego dnia.. witamy pryszcze! I takie tam. 

-Alison zostało trzydzieści minut i jedziemy - oznajmił Eryk przez drzwi od łazienki. Kurde kurde kurde.
-Zaraz będę gotowa, momencik - odpowiedziałam i pozbyłam się eyeliner'a. Trudno, pomaluję tylko rzęsy.Użyłabym też błyszczyka lub szminki, ale znając mnie zaraz bym to zlizała.
Rozczesałam włosy i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. Błękitna sukienka idealnie komponowała się z czarnymi szpilkami. Jasno brązowe włosy swobodnie opadały na ramiona. Wow. Idealnie? Z zamyślenia zbudził mnie klakson plus uświadomił mi, że potrafię biegać w tak wysokich butach. Niestety później będę miała odciski. Trudno.Zdyszana wbiegłam do auta. Zdążyłam! 
-W ostatniej chwili, jeszcze moment, a odjechalibyśmy - zaśmiała się Ruth, ale widząc moją twarz od razu spoważniała. -Wymiotowałaś? Ali, trzeba było powiedzieć, zrobiłabym Ci..
-Pozwól, że będę naturalna, zero make-up'u i tak dalej. - przerwałam jej.
-Powinnaś zostać w domu..
-Nie sprawię problemu, serio. W najgorszym wypadku zajmę toaletę i tyle - wzruszyłam ramionami. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu. Ru uparła się, abym zjadła chociaż jednego batonika. (skończyło się na czterech..) Podczas jazdy próbowałam uspokoić za wszelką cenę swój oddech, który przyspieszał. Nerwy..
(...)
-Zajmij swoje miejsce, po stronie rodziny Zayna.. to znaczy pana Malika, czyli po prawej - poinstruowała mnie jakaś pani.. organizatorka? Możliwe, że tak, nie jestem obeznana w tych wszystkich nazwach. Przez dłuższą chwilę po prostu stałam za krzesłami. Nikogo nie było, więc nie widziałam sensu, aby siedzieć samotnie. Nie do wiary.. jestem tutaj.. na tak ważnym wydarzeniu. Jako Directioner cieszę się bardzo. Nie mogę się doczekać, kiedy zobacze Perrie w sukni ślubnej. Na szczęście do małej torebki schowałam chusteczki.  Widząc dziewczyny z Little Mix, zaczęłam szukać kartki ze swoim nazwiskiem. "To nie, chyba trochę dalej" musiałam śmiesznie wyglądać krążąc. Odetchnęłam z ulgą na widok "A. Deer". Dzisiaj odpływam w myślach, bo nawet nie zwróciłam uwagi, kto koło mnie siedzi. Spojrzałam w lewo.. nikt ciekawy, spojrzałam w prawo.. zamarłam. Ja śnię? Niemożliwe..
-Liam? - wypowiedziałam niemal szeptem. Zaskoczony chłopak odwrócił się w moją stronę. To był on, nie pomyliłam się. Nie miałam czasu na głębszy oddech, ponieważ od razu poczułam jego ramiona. Łzy dobrowolnie wypłynęły spod zaciśniętych powiek.
-Tęskniłem za tobą - wyszeptał mi do ucha. Ten głos.. niesłyszany tyle czasu. Boże..
-Już jest dobrze? - zapytałam ocierając łzy. Nadal nie mogę uwierzyć. Istny sen..
-Mam nadzieję, że tak. Wyniki wyszły ok, więc pozwolili mi, abym pojawił się tutaj. Alison.. czy wrócisz do mnie? Przepraszam za wszystko. To nie byłem ja..
-Zawsze byłam z tobą - po raz kolejny uściskałam go plus lekko uciszyłam. Może później się wytłumaczyć.
Ludzie powoli zajmowali swoje miejsca. Obok nas siedzieli Louis z Eleanor, więc przywitaliśmy się. Okręcając się do tyłu zauważyłam Harry'ego wraz z.. tajemniczą dziewczyną. Po kilku sekundach zorientowałam się, że to Gemma. "Gdzie ja mam głowę?". Niall wraz z Weroniką siedzieli prawie na samym końcu. Trochę dziwne rozmieszczenie..
Zabrzmiały pierwsze dźwięki marszu weselnego. Li chwycił mnie za rękę. Nie ważne co wydarzy sie później.. moja miłość.. powróciła.. reszta.. powinna się ułożyć. 
(...)
-Ja Zayn/Perrie. Biorę Ciebie za męża/żonę i ślubuję Ci wierność, uczciwość i że Cię nie opuszczę aż do śmierci. - oczywiście w tym momencie większość dziewczyn płakało. Aż dziwne.. ten ślub jest typowo chrześcijański. No bo.. Zen.. ma inną wiarę czy coś takiego. Nie ważne. Odkąd rozpoczęła się ceremonia nie puściłam ręki Liama. Jakby puszczenie jej oznaczało niebezpieczeństwo. 

-Ogłaszam was mężem i żoną! - radośnie powiedział ksiądz prowadzący. Magiczny moment. Para spojrzała na siebie, uśmiechając się i nastąpił pocałunek. My wstaliśmy bijąc brawo. Niektórzy piszczeli i tak dalej. Magiczny moment. Nie zważając na "rozmazane twarze" obróciłam się w kierunku Harry'ego. Przecież miał dać znać..
Gdy tylko Perrie podpisywała dokument, w którym oświadczała, że zmienia nazwisko z Edwards na Malik, ja Li, Louis, Harry, Eleanor oraz Niall poszliśmy po worki z płatkami kwiatów. W tym celu zorganizowaliśmy małą akcję na twitterze. Taka.. pomoc od wiernych fanów. Jasne, ktoś inny powiedziałby "Mogliście sami to zrobić". Są też inne sprawy, prawda?Kiedy państwo młodzi szli środkiem zaczęliśmy sypać w nich. Płatki latały we wszystkie strony. 
Niech ktoś mnie uszczypnie. Blondynka śmiała się donośnie wraz z brunetem. Jak to słodko wyglądało. Ponoć między gośćmi krążyły plotki, że świeżo upieczona pani Malik jest w ciąży. Niespodzianka? W takim razie..  w bandzie.. dwóch chłopaków zostanie.. ojcami? Zayn i Niall, ale checa. 
Po "uroczystym przejściu" rodzina, przyjaciele i inni zaproszeni przez państwa młodych udali się pod gigantyczny biały namiot, gdzie miało odbyć się wesele. Już sam z daleka zapierał dec w piersiach. Ja, idąc z Liamem, Niallem i Werą szliśmy razem. Trzymając za rękę przyglądałam się mojemu chłopakowi. (w tym momencie uruchamia się u mnie fangirling aaaaaaaaaa, on to naprawdę jest! Ze mną! Mogę umierać!) Wrócił do dawnej fryzury. Długa już grzywka swobodnie opadala mu na czoło. Pamiętacie jego włosy z 2010 roku? Teraz podobnie wygląda.. plus lekki zarost. Aż na samą myśl mocniej go przytuliłam. Szczerze.. wolę normalnego Liama, niż ubranego w stylu "Bad Boy". 
-Coś się stało? - zapytał czule. Tyle, że.. zamiast natychmiast odpowiedzieć, spojrzałam na Ronnie. Jej brzuszek wyraźnie widać.. ładnie się prezentuje. I.. stop! Powrót na ziemię!
-Cieszę się, że wyglądasz jak dawniej - uśmiechnęłam się. Czy mogę krzyknąć jak bardzo go kocham? Bo chyba zaraz wybuchnę..
-Również. Mój lekarz powiedział, że już nie warto aż tak mocno obcinać włosów.. a nie chciałem wyglądać jak Harry, więc.. ta daa - zaśmiał się. Dlaczego dopiero teraz zauważyłam, że je podciął? Skoro.. nie chciał wyglądać jak Hazza.. to miał dłuższe.. od niego? I ja tego nie zobaczyłam? No ej, jedyna taka okazja o której nie wiedziałam, przeszła sobie, odeszła.
Na miejscu odsunął moje krzesło, a następnie sam usiadł obok. "Co za gentelman!" moje myśli od rozpoczęcia ślubu znacznie zaczęły wariować. Kilkanaście minut później wznieśliśmy toast. Prawie cały band One Direction siedział na przeciwko Zerrie. Oczywiście po bokach zasiadała ich rodzina. Ze mną i z Liamem też tak będzie? Ślub.. założenie rodziny.. dzieci.. omg nie jestem na to przygotowana.
W sumie to.. ciekawe gdzie "Larry" wyśle Malików w podróż poślubną.
Razem z Niallem i Niką chcieliśmy wybierać, ale oni pierwsi się wyrwali. Taa.. ich wymówką było to, że kompletnie nie mieli pomysłu na prezent. Po krótkiej naradzie daliśmy im szansę. Ciekawe jak ją wykorzystali. Hawaje, USA? Kto wie..
W pewnym momencie zabrzmiała muzyka, a dokładniej Michael Buble śpiewający piosenkę "To love somebody".
"You don't know what it's like, baby, You don't know what it's like, To love somebody, To love somebody, The way I love you."
Jako, że Perrie wraz z Zaynem mieli swój pierwszy taniec całkiem niedawno, to poczułam jak ktoś kładzie dłoń na moim ramieniu. Jakąś chwilę wcześniej przy stole siedziałam sama. 
-Zatańczysz? - zapytał Liam. 
-Z tobą zawsze, choćby przez całą noc. - zaśmiałam się. Niestety szatyn podchwycił dwa ostatnie słowa. Nie mogłam się ugryźć w język? 
-Podejmuję wyzwanie - szepnął mi do ucha, bujając się w rytm piosenki. 
-Wcale nie musisz...
-Nie widziałem Cię tyle miesięcy, trzeba to nadrobić - okręcił mną kilka razy. -
Tak bardzo za tobą tęskniłam..
----------------------------------------------------------------
Tak.. niestety jak zauważyliście.. to jest ostatni rozdział tego opowiadania.. za kilka dni.. może we wtorek albo w środę dodam epilog + małe podsumowanie i.. koniec historii Alison i Liama. Nie wiem czy wszystko zostało tutaj wyjaśnione, ale jestem pewna, że tak. Jeśli ktoś wchodził w "Spis treści" to można było zauważyć, że wystąpiły tutaj dwie części. Powoli szykuję się do rozstania z bohaterami.. jest mi ciężko z jednej strony, ale z drugiej.. kolejnej części nie mam w planach. Naprawdę uwierzcie mi, że pisałam dalej, lecz.. rozdziały "psuły" mi się w połowie i nic nie wychodziło. (Jeśli zmieniłabym zdanie, na pewno was poinformuję, lecz.. sama nie wiem.. ugh wszystko napiszę kiedy pojawi się epilog XD )
Dziękuję za wszystko i.. mam nadzieję do wtorku. :)


EDIT: jsdfjhdgfxbfjxfkx dwa śluby omfg o.O
Haha juz tłumaczę o co mi chodzi. Wczoraj (20.07) mama Louisa wzięła ślub ze swoim partnerem. Jest prawie godzina po północy a ja napisałam o rozdział (w części) dotyczący ślubu Zerrie w opowiadaniu. Nie mam pojęcia, czy to ma jakikolwiek sens, ale.. xdsfxdfxbnxvnbhx :3
No :D

+ dlaczego Liam ściął znowu włosy? No eeej :( Uwielbiam kiedy ma długie :]

2 komentarze:

  1. Szkoda że to już koniec :'(
    Ten rozdział był naprawdę cudowny! To zejście się Alison i Liam i ślub Zerrie :D po prostu magia :D
    czekam na epilog!
    Mam nadzieje że będzie 2 Część.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Bardzo fajny i spokojny rozdział...
    Szkoda, że to już koniec :( Cieszę sie że wszystko się wyjaśniło i że Ali i Li mogą być razem :)
    Dziękuję Ci za to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy