poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 24.

"Poprzez białe drogi z mrozem za pan brat, pędzą nasze sanie, szybkie niczym wiatr.." wstawając usłyszałam tę piosenkę. Co to ma być? zaśmiałam sie w duchu. Przecież to dla dzieci, ale.. o nic nie pytam. Zanim zeszłam na dół, w łazience przemyłam sobie twarz.  Wyglądałam jak potwór haha.. w ogóle co się stało z moimi włosami? Tak jakoś.. za mocno sie spuszyły. Natychmiast związałam je w kitkę i w pidżamie skierowałam się do schodów.  
-Zanim przyjdzie, to my zrobimy jakieś pyszne śniadanko.. ej Li co Cię tak martwi? - zapytał Louis sypiąc mąkę na głowę Loczka, a ten pisnął. Dobrze, że nie weszłam do kuchni, tylko stanęłam w ukryciu.. na końcu schodów. 
-Co mnie martwi? Że Alison nie będzie chciała ze mną jechać. - odparł szatyn.
-Stary.. nie wierzysz we własną dziewczynę? Głowa do góry i.. rozpuść mi tą czekoladę - dobra.. to ja robię w tył zwrot do sypialni. Przecież nie będę  im przeszkadzać w robieniu niespodzianki, która.. jest całkowicie zbędna. Naprawdę nie muszą tego robić. Cóż.. oficjalnie śpię, więc nic nie zepsuję. Mam taką nadzieję. Jak najciszej udałam się do pokoju. Mój brzuch wyraźnie domaga się jedzenia, ale trzeba poczekać na chłopaków.
 Zamknęłam na chwilę oczy. Jest cudownie. Za niedługo dostanę śniadanie.. naszła mnie chęć pogrania na gitarze. W takim momencie? Serio? Eh.. z nudów wyciągnęłam komórkę. Całe szczęście, że nikt do tej pory nie wykrył mojego konta na twitterze. Ukrywam się pod skromną nazwą "Liam pls follow me!" bardzo pomysłowe. Wiele fanek ma takie same nazwy, więc.. 'utonęłam' pomiędzy nimi. Chociaż.. zastanawiając się głębiej.. mogłabym im podać.. lub normalnie powiedzieć, że takowe konto posiadam. Tyle, że byłoby nie fair wobec dziewczyn, które non stop spamują. Więc.. może kiedyś.  
Słysząc kroki wyrzuciłam telefon gdzieś poza łóżko. Zamiast położyć na podłodze.. gdzie ja mam rozum? Oby nie było wpadki.
-Myślicie, że śpi? - zapytał Harry. Już tu są..
-Ale bo by robiła jej komórka.. z twitterem! - wykrzyknął głośno Tommo. -Wiedziałem! Uu jaka fajna nazwa, spójrz tylko Liam - głos Louisa zaczynał robić się denerwujący. Miałam ochotę otworzyć oczy.. ale nie tym razem. 
-Pobudka księżniczko - powiedział Liam, a ja nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Dobra wydało się.. nie śpię. -Śniadanko do łóżka - postawił przede mną tacę. 
-Dzięki.. Louis możesz oddać mój telefon? - zapytałam. Jeśli sprawdzi coś innego.. wolę o tym nie myśleć.
-Ok, jeśli mi wyjaśnisz, dlaczego masz fanowskie konto! - i się zaczęło. W jakim celu założyłam, czemu Li jest na ikonce i nic o tym nie wiedział.. 
Po godzinie 12:00 Harry i Lou udali się do hotelu, zostawiajac nas samych. Może dobrze, może źle. Pojawił się mały problem. Payne nie chciał w ogóle ze mną rozmawiać. Ach te humorki.  
"All you need is love papapapa all you need is love, love" westchnęłam gapiąc sie w okno. Mój kochany chłopak odśnieżał przed domem. Kilka razy wpadł w poślizg, co spowodowało u mnie śmiech. Powoli dokończyłam pić kakao. Do głowy wpadł mi genialny pomysł. Jak miewam takie 'przebłyski' trzeba to wykorzystać. Szybko ubrałam kozaki, kurtkę i rękawiczki, a następnie wyszłam na podwórko. No i co, że niedługo mogę znaleźć się na ziemi. Ślisko jest.
-Co porabiasz przystojniaku? - zapytałam, obejmując go od tyłu.
-Odgarniam śnieg, znudziło Ci się siedzenie co?
-Mhm.. - odsunęłam się, wzięłam w ręce trochę śniegu i rzuciłam. Trafiłam w jego czapkę.. ups? Liam odwrócił się natychmiast. Będę miała kłopoty. Pisnęłam i pobiegłam przed siebie, uciekając przed chłopakiem. Mój śmiech niósł się po całej okolicy. Znając życie wrócimy do domu cali mokrzy. 
-Nie uciekaj tak, chcesz aby dostał zadyszki? - zaśmiał się. Chwilę później poczułam szarpnięcie w talii i.. bum. Wylądowałam na Liamie. -Nie zawygodnie? - zapytał. Spojrzałam na niego z dziwną miną. Brązowe tęczówki.. ratunkuu.
-Ale to nie ja leżę w śniegu - wystawiłam mu język. Po co to mówiłam. gdybym wiedziała, że konsekwencjami będzie turlanie się po śniegu.. Kiedy otworzyłam oczy zauważyłam, że to ja jestem na ziemi. czyli jestem pod nim. Li cmoknął mnie w czoło i wstał. Przetarłam powieki. Niebo tak ładnie wygląda.. nie chce mi się podnosić..
(..)
-Zaśpiewaj mi coś - powiedział Liam. Po zjedzonej kolacji, bez celu leżeliśmy na łóżku. Podniosłam głowę do góry. 
-Niee..
-Chciałbym usłyszeć twój piękny głos. No co? - rozbawiony odgarnął kosmyk moich włosów za ucho. -Przed obcymi się nie krępowałaś. Proszę.. zacznij ze mną.. story of my life i take her home.. - początkowo byłam w małym szkou. On.. nigdy nie śpiewał przy mnie. Nigdy! To tak jakby.. jedno z marzeń spełniło się. Przez moment wachałam się, czy śpiewać. Przymknęłam oczy i słowa same wypłynęły z ust. 
Następnego dnia razem z Liamem kręciliśmy się po całym domu. W końcu wyjeżdżamy do Wolwerhampton na dwa tygodnie, czyli.. na świętach też tam będziemy. Będąc w łazience po raz kolejny sprawdzałam czy najpotrzebniejsze rzeczy mam. Szczotka, szczoteczka do zębów, pasta.. powinno być ok. Z tym zamieszaniem wiązał się stresik. Jeszcze nie spotkałam mamy Li, dlatego będę się starała aby wypaść jak najlepiej. 
-Masz wszystko? - spytał, łapiąc się za klatkę piersiową. Ile razy trzeba mu powtarzać, żeby się nie przemęczał.
-Chyba tak.. jak coś zapomnę to pech - uśmiechnęłam się i skierowałam w stronę auta. Jeszcze wczoraj dzwoniłam do Wery. Ona ma za zadanie podlewać kwiaty i tak dalej. 
W torebce sprawdziłam czy wzięłam leki Liama. Z jego pamięcią jest ok, ale nigdy nie wiadomo czy skutek wypadku postanowi o sobie przypomnieć. 
Jakie to dziwne, że wyjeżdżając z Londynu nikt nie zwrócił uwagi na to, że członek One Direction siedzi za kierownicą. Cóż.. lepiej dla nas. Lekko podskoczyłam gdy chwycił za moją rękę leżącą swobodnie na kolanie. Nie rozmawialiśmy za dużo. Sama nie potrafię prowadzić rozmowy podczas lecącej muzyki w radiu. Ogólnie.. stwierdzam, iż posiadam szczęście do piosenek 1D. Speaker ogłosił, że zaraz na antenie będzie "One way or another". Zaciekawiona 'looknęłam' na chłopaka. Zmieni stację czy nie? Wiele razy występowały sytuacje, w których piosenkarz usłyszał swój głos i ściszał. 
-Nie, nic nie zmienię - spojrzał w przednie lusterko. Ucieszyłam się w duchu. Kiedy tylko nastąpiło "Nanana I wanna hold you wanna hold you tight" zaczęłam śpiewać. Przy takiej piosence nie da się spokojnie siedzieć. Bujałam się w każdą możliwą stronę na jaką pozwoliły mi pasy. Payne powstrzymywał się od śmiechu, bo na twarzy widniał uśmiech. Jak to się mówi.. jego dziewczyna jest fanką zespołu w którym on śpiewa. Musi się przyzwyczaić.
"Przerywamy audycję, nadając ważną wiadomość. (bez seensu) To co się dzieje na portalu społecznościowym twitter, nie da się opisać. Fanki zespołu One Direction z Polski, kolejny już raz starają się sprowadzić ukochany band do swojego kraju. Chociaż chłopaki mają wolne, nastolatki są pewne, że nareszcie ktoś zauważy ich starania. A teraz Arsenal Londyn zremisował z Machesterem United w meczu.." - ściszyłam głośnik. Nie interesuję się tym krajem o którym wspomnieli, ale.. poczułam.. tamtym Directioners koncert się należy.. choćby jeden.  O czym ja myślę? 
-Dlaczego tam nie graliście? Spójrz - pokazałam Liamowi kawałek filmiku z Zaynem i Louisem, jak udzielali wywiadu dla.. Polski. Dobrze, że staliśmy na czerwonym świetle. 
-Wiem, że obiecywaliśmy, ale słuchaj, nie od nas zależy gdzie gramy koncerty. My chcieliśmy, nie jesteśmy obojętni na takie akcje. Niestety Modest twierdzi, że bilety się nie sprzedadzą i będzie nie opłacalne. - westchnął. Masakra.. One.. rok w rok takie akcje organizują. Pragnienie zobaczenia idola na żywo.. jest ogromne. 
-A mógłbyś.. napisać tweeta o tym? Wiesz jaką radość im sprawisz?
-Wyciągnij telefon z prawej kieszeni i napisz za mnie. - taa.. a ciaśniejszych spodni nie mogłeś założyć - pomyślałam biorąc komórkę. Weszłam w aplikacje i wystukałam co dyktował. 
#PolandNeeds1DNow cześć! Dziękuję za wszystko! Widzimy was! miejmy nadzieję, że niedługo się zobaczymy! - wysłałam, a po dwóch sekundach jego interakcje dosłownie oszalały.
-Wyłącz telefon - mruknąl niezadowolony. Widząc moją minę wywrócił oczami. -Przynajmniej wyłącz całkowicie twittera. Błagam.
-Jak już błagasz, to migiem wykonuję polecenie - uśmiechnęłam się, a w odpowiedzi poczochrał moje włosy. Pisnęłam niezadowolona. Mogłam je związać, a nie zostawić rozpuszczone. Nie wiem jakim cudem, ale.. oparłam się o siedzenie i.. zasnęłam.
(...)
-Alison.. wstawaj, jesteśmy na miejscu - głos Payne'a spowodował, że podskoczyłam. Powolnym krokiem skierowaliśmy się do drzwi wejściowych. -Gotowa?  
-Chyba tak.. w najgorszym wypadku zemdleję - zaśmiałam się.
-Nawet się nie waż! - cmoknął mnie w usta. Tylko, że.. w środku czekała na nas (nie)miła niespodzianka. Jak ściągnęłam płaszcz, w jednej chwili Danielle rzuciła się w ramiona Liama. Na moich oczach.. pocałowała go.

----------------------------------------------------------------
Kto potrafi znowu namieszać? Ja! Za wszelkie błędy stylistyczne, powtórzenia przepraszam, ale naprawdę długo przepisywałam ten rozdział i miejscami sprawiał mi małe problemy, ponieważ czasami miałam sam dialog bez opisów itd.
Kolejny rozdział.. JUŻ JUTRO! (w związku z tym, że niedługo wyjeżdżam :D )
No to.. do jutra ;)

1 komentarz:

  1. Rozdział zajebisty!
    Co?! Danielle! Chyba sobie jaja robisz!!!
    Kurde nie wytrzymam do jutra!
    Czekam!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy