wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 14.

-Uwaga! Alison! - z zamyślenia obudził mnie głos Louisa. Ale żeby przerywać w takim momencie, kiedy ja byłam.. myślami daleko stąd?
Nim się zorientowałam, piłka od siatkówki wylądowała na moich kolanach. Dobrze, że nie dostałam w głowę.
Mogę to uznać za cud?
-Nic Ci nie jest? - znikąd przyleciał Liam. Rozumiem.. tylko.. nie potrzebuję nadmiernej opieki i nie trzeba za każdym razem się o mnie troszczyć. Lecz.. chłopak był wyraźnie zmartwiony.
Zdziwiona pokręciłam głową na nie i się zaśmiałam. Owszem.. nie czuję się najlepiej, ale bez przesady. Mam już ukończone 18 lat.
Ponowny wybuch śmiechu nastąpił, kiedy Louis zagonił Harry'ego do wody, a tamten zaczął piszczeć, że nie chce się teraz moczyć. Widok, bezcenny. westchnęłam i zamknęłam oczy. Słońce dzisiaj wyjątkowo dopisuje i nie mam pojęcia dlaczego wzięłam ze sobą bluzę. Aa może dlatego, że Ruth też zabrała.. tak na wszelki wypadek.
Szum morza.. piasek.. słońce.. czego chcieć więcej?
Już wiem.. trochę cienia, ponieważ zaczyna robić się gorąco...
-Ładnie to tak zostawiać przyjaciółkę he? - ktoś zasłonił mi światło. Skądś kojarzę ten głos, gdybym się skupiła.. Powoli otworzyłam oczy. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
-Weronika! - dosłownie rzuciłam się na nią. Co ona tu robi, jakim sposobem wiedziała, że tu jestem? Dlaczego jest wyższa ode mnie, no i co zrobiła z włosami. Fioletowe ombre? Masa pytań nasuwała mi się. Od czego zacząć? Ajaj..
-Tęskniłam za tobą wariatko! - poczochrała moją czuprynę. Migiem strzepnęłam jej rękę. Chyba już zauważyła, że w stosunku do niej jestem.. krasnolutkiem.
Przyjrzałam się Weronice uważnie. Kiedyś ubierała się w ciemne kolory, a teraz? bokserka w kolorze morskim, białe spodenki, białe japonki...
To USA ją zmieniło.
-Ja też.. jak ty tu.. - się znalazłaś, chciałam dokończyć, ale jak zwykle ona wiedziała co chciałam powiedzieć.
-Twoja znajoma zna się z moim bratem. Eryk.. pamiętasz go?
-To przecież jej narzeczony - spojrzałam przerażona. Ok.. zamurowało mnie.
-No właśnie! Przyjechałam do niego na tydzień, a że są wakacje.. gadaj z kim jesteś w pokoju, bo kurde ty to masz szczęście! Przyjaźnisz się z One Direction, a ja cały czas poluję na Janoskains, którzy podobno mają być w Londynie za kilka dni - poruszyła śmiesznie brwiami. Usiadłyśmy na kocu i prawie wszystko jej opowiedziałam. A to, że Harry za bardzo nie trawi mojego towarzystwa. O dzieleniu pokoju z Liamem i Zaynem (gdy tylko ona krzyknęła po tym 'Ziam!' chłopaki spojrzeli w naszą stronę z rozbawionymi minami.. mam się zapaść pod ziemię, tak?) po pewnym czasie posmutniałam. Wyjaśniłam też, jak się czułam kiedy Nika* wyjechała zagranicę. Momentalnie pogorszył mi się humor. Jasne.. dawałam sobie radę.. zaszłam daleko dzięki dobrym ludziom, ale za jaką cenę? Ile cierpień musiałam przejść?
Po części poczułam, że wyrzuciłam z siebie to co leżało na sercu. Taka.. ulga?

(...)
"Cisza.. mgła. Każdy dźwięk jest słyszalny. Ubrana w szarą sukienkę, kroczę na przód. Nagle coś mnie wyminęło po prawej stronie. Zaskoczona staję w miejscu. Ten ktoś wysuwa kły i patrzy na mnie. Pod jego bujną czupryną świeci znak. Znak Kaina. Kiedy zbliżam się do niego, krzyczy 'uciekaj'. Moją klatkę piersiową przeszywa ból"
-Na pewno śpi? - na pół przytomna słyszę dźwięki nad głową. O co kaman?
-A chcesz to sprawdzić? Zapewniam tobie niezbyt miłe doświadczenie.
-No nie wiem.. - Gwałtownie podniosłam się do góry, po drodze spotykając coś twardego. Czemu boli głowa? Syknęłam łapiąc sie za czoło.
Otwierając oczy zauważyłam roześmiane miny bandu, oraz Liama masującego sobie skronie. Nie wyglądał najlepiej, a chłopaki plus Wera mięli z niego ubaw.
Czy może mi ktoś powiedzieć co przed chwilą się wydarzyło? Też chcę się pośmiać. Moment..
uderzenie.. bolące czoło..
-Liam! - wrzasnęłam, gdy skapnęłam się o co chodzi. To przez niego..
-Tak? - zapytał, krzywiac się z bólu. Biedaczek..
-Dlaczego nachylałes się nade mną? - jestem ciekawa jego odpowiedzi. Why me?
-Bo.. po tym, jak ta twoja koleżanka poszła gadać z Niallem, ty czytałaś książkę Ruth. I.. zasnęłaś z nią na twarzy.. twój odruch.. nie przewidziałem tego. - zawstydził się i podał mi rękę, abym wstała.
Eh.. co ja miałam zrobić, że ta opowieść przypadła na mój gust, a nawet przyśnił mi się wampir Simon. Na marginesie.. znalazłam pierwszą część.. Dary Anioła - miasto kości. Zgaduję, że ta przemiana w wampira będzie w drugim tomie.
Jak tylko wrócimy do hotelu, muszę porządnie odpocząć.. chyba, że się nie da, to co innego.

Raz, dwa, trzy.. raz, dwa, trzy.. raz, dwa..
Nie trafiłam. Nie lubię siatkówki lub raczej nienawidzę. W drużynie z Louisem i Niallem, nie mam szans, żeby wygrać z Zaynem, Liamem i Harrym. Nie liczę na cudy.. w sporcie jestem raczej kiepska.
Po zdobytym punkcie nastąpiła zamiana miejsc w moim team'ie. Nie ma to jak stanie z Li twarzą w twarz pod siatką. Pomocy.. przez niego nie zdobędę kolejnego punktu.
-Załóżmy się o coś.. jeśli moja grupa wygra.. pójdziesz ze mną na kolację - złośliwie się uśmiechnął. Już ja znam takie sztuczki.
-Coś w rodzaju randki? - zapytałam. Zaczynam się naprawdę bać.
-Może.. - spojrzał w dół. Przepraszam.. tutaj jestem. Rozumiem.. piasek też jest interesujący.
-Ale jak ja wygram, to cała wasza piątka da mi święty spokój oraz.. zafundujecie Ruth i Werze.. seans filmowy. - uśmiechnęłam się.
Na znak zakładu, po podaniu sobie rąk, zaczął się pojedynek. Bardzo chciałam  wygrać, ponieważ nie że bałam się, tylko.. randka z Paynem? Ugh.. po co szłam na taki układ.
Kiedy było 17 - 15 (dla nich, czyli Liam i tak dalej) Ru zarządziła przerwę.
Fakt.. musiałam trochę odpocząć. Chłopcy dają niezły wycisk, a przy moim stanie.. kiedy miejscami czuję się jak wodospad.. wolę nie ryzykować.
-Co to było przy siatce? Alison.. - gniewny wzrok Ronnie* nakazywał mi mówić. Wywiera na mnie taką presję.. ale dobrze, że tu jest.
-Jeżeli przegra moja drużyna.. to idę z nim na randkę - zawstydzona ukryłam twarz w dłoniach. Wpadłam jak nic. Zakłopotana spoglądnęłam na przyjaciółkę.
-Ok, nie będę już Cię dopingować w takim razie. - zaśmiała się.
-Eej.. - zrobiłam smutną minę, niestety.. musiałam już wstawać, ponieważ mecz się jeszcze nie skończył. Wrócę o bólach.. nie będzie fajnie.
"It's time to holidaay, holiday, holiday, time to celebrate eee"
"Życie zmienia się każdego dnia. Raz wstajemy, a raz upadamy" taa.. ja raczej upadłam, przypieczętowując zwycięstwo drużyny przeciwnej. Gorzej być nie mogło co?
Najbardziej ucieszył się z tego ten co kiedyś posiadał piękne, proste włosy (takie proste.. z 2010 roku), które po rozstaniu z Danielle ściął. Tak bardzo je uwielbiałam..
Dzięki mojej wielkiej nieuwadze, wziął mnie w ramiona i kilkakrotnie okręcił wokół własnej osi. Czyli.. wszyscy się cieszymy tak? Ok.
Też się śmiałam razem z nimi. Przytulona do.. (pewnie chcielibyście Liama, ale nie tym razem :D ) książki szłam obok Weroniki. Ee.. Niall cały czas spogląda w naszym kierunku i gapi się.. oczywiście na "fioletowłosą". Coś się kroi?
Wchodząc do pokoju, plackiem padłam na łóżko. Chciałam spokojnie zasnąć tak samo jak na plaży, lecz.. pewien zakład dał o sobie znać. I po co ja się na to godziłam?

-----------------------------------------------------------
*Ronnie, Nika - skróty od imienia Weronika.
Za wszelkie błędy stylistyczne przepraszam, bo wiem że mi się taki zdarzają i.. następny rozdział już w niedzielę :)

3 komentarze:

  1. Boskie. Cos sie kroi miedzy Niall'em i Niką hehehe ciekawe. Bosh jeszcze ta randka Liama i Alison czekam na kolejna bo chce sie dowiedzieć co sie będzie działo:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny!
    Aaa randka! Aaa...!
    Tak! Tak! Tak!
    Czekam na następny!
    Weny życzę!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg ale fajny rozdział!!!! Nie spodziewałam się że przyjaciółka Alison przyjedzie, ale niespodzianka...A ten moment jak zderzyła się z Liamem boski!!!! Mecz mmmm myślałam że drużyna Alison wygra no ale randka z Paynem.... Nie mogę doczekac się następnego :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy