niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 3.

"Wkrótce mnie spotkasz - powiedział książe, ubrany w białe szaty. Znajdowaliśmy się w jakimś miejscu. Nie potrafiłam tego określić. Jego twarz przesłaniała za długa grzywka. Widoczny był jego uśmiech. Kroczył w moim kierunku, a ja dziwnym sposobem nie mogłam się poruszyć. W białej sukni.. a włosy wydawały się koloru złotego. On dalej szedł, a ja stałam w bezruchu. Pułapka? Przecież.. wszystko wygląda tak pięknie.. magicznie.. coś nie pasuje..
-To niemożliwe.. - wyszeptałam.
-Znajdę Cię, nawet gdybym miał objechać cały świat, zabijając tysiące ludzi w poszukiwaniu Ciebie. Jesteś taka wyjątkowa..  - i zniknął"
Obudziłam się cała mokra. Z jakiegoś powodu głośno dyszałam.  Miałam uczucie.. jakbym wstała po koszmarze, a tak nie było. Nerwowo przeczesałam rozpuszczone włosy, które zasłoniły widok.. Nigdy nie śnią mi się.. kolorowe sny, dlatego zdziwieniem stał się dla mnie ten tajemniczy chłopak.
Spoglądając na zegarek, przez nieuwagę spadłam z łóżka. Jeden wielki błąd.
Podłoga była mokra od padającego deszczu. Delikatnie wstałam na nogi, przytrzymując się ramy. -Ciekawe gdzie są ścierki.. o ile takie mam.
Wycierając wodę, spojrzałam na kalendarz. Sobota. Dwa dni wolnego od szkoły. Tylko.. co mam ze sobą zrobić?
Dawniej to poszłabym do Weroniki. Jej dom był odskocznią od codziennych problemów. Śpiewałyśmy piosenki One Direction.. Michaela Jacksona.. Ona zawsze miewała dobre pomysły. A to rolki, kino, pieczenie ciasta. Zawsze coś robiłyśmy. Przy niej nie istniało słowo "nuda" Jakby nie posiadała go w swoim słowniku. Radosna, wesoła..
Tęsknię za tym wszystkim. Nawet za tymi najgłupszymi tekstami. Tak bardzo mi jej brakuje. Dlaczego los sprawił, że moja najlepsza przyjaciółka, która była dla mnie jak siostra, osoba w której miałam wsparcie, musiała wyjechać? Nie jestem wystarczająco potępiona, posiadając takich "rodziców" , zapominających o własnym, jedynym dziecku?
"Nie jesteś sama, na świecie istnieje ktoś, kto pokocha Ciebie ze zdwojoną siłą" Taa.. to niech lepiej pojawi się szybciej.
Idąc zaciemnionymi ulicami Londynu można się nieźle wystraszyć lub.. oberwać. Do wyboru. Zazwyczaj unikam takich.. rzeczy.
Ciemne zaułki, niezbyt mili kolesie.. gapiący sie na każdy kobiecy tyłek.. te rzeczy odstraszają.
Moim dzisiejszym miejscem do grania był skwarek przed knajpką Stevena. Na tyle duży, abym mogła spokojnie rozstawić "sprzęt". Już wiele razy mówił, abym się nie krępowała, i występowała tutaj.. niestety.. jestem tam gdzie pojawiają się tak zwane "tłumy".
"So get out, get out, get out of my head, And fall into my arms instead, I don't, I don't, don't know what it is, But I need that one thing, And you've got that one thing.." wiatr dzisiejszego dnia wydawał się wyjątkowo silny. Całe szczęście, że śpiewałam z pamięci.. inaczej moje kartki.. odfrunęłyby daleko.
Dobrze, że moje brązowe włosy były związane w niskiego kucyka, inaczej uniemożliwiłyby mi grę.
"Something’s gotta give now, 'Cause I'm dying just to know your name, And I need you here with me now, 'Cause you've got that one thing.." te słowa idealnie oddawały moją sytuację. Nie zaprzeczyłabym w ogóle, gdyby ktoś oto spytał.
Po raz kolejny łzy zebrały mi się w oczach, na samo wspomnienie o rodzicach.
Kiedy byłam mała oni byli inni.. całkowicie. Czemu nie mogą powrócić tamte czasy..
Z powodu zbierających się łez przerwałam grać. Koniec utworu.. nikt nie został rozczarowany.
Zrobię sobie chwilę przerwy - postanowiłam.
Ktoś zbliżał się w moją stronę, widziałam czubki butów.
Kiedy podniosłam się w górę, na przeciwko mnie stała zakapturzona postać
-Masz niesamowity głos - odezwał się nieznajomy. Skądś kojarzę tą barwę.. jak na złość nie pamiętam.
-Dzięki - delikatnie się uśmiechnęłam.
-Już kolejny tydzień mam okazję Ciebie posłuchać. Robisz to z takim zaangażowaniem.. - spuścił głowę. Mogłabym zgadnąć, że na 100% patrzy na swoje buty.
-Uznam to za komplement - powiedziałam zakładając futerał na gitarę. Po gardle czułam.. nie. Nie dam rady dalej śpiewać. Czas na odpoczynek. Jednak on.. miał w sobie coś intrygującego.
-No bo to jest.. - nagle zawiał bardzo mocny wiatr, powodując, że kaptur mojego rozmówcy opadł mu na ramiona. W końcu zobaczyłam jego twarz. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zdziwiona otworzyłam lekko usta. Ja z nim.. rozmawiałam.. to on zagadał do mnie pierwszy. O Boże..
-Proszę Cię, nie krzycz, muszę lecieć.. - powiedział speszony, cofając się. Choć na ulicy nie było duzo osób, jednak ryzyko istniało.
Nie miałam zamiaru robić wielkiego szumu. Tylko jakieś psychofanki wydarłyby się na cały głos. Owszem.. przeżyłam szok, ale.. nie aż taki.
-Liam zaczekaj! - użyłam jego imienia. -To że śpiewam piosenki twojego zespołu, nie powoduje, że będę wrzeszczeć jak opętana. Byłabym chyba głupia robiąc to człowiekowi, który razem ze swoimi kumplami uratował mi życie. Spokojnie.. - nie mając pojęcia co dalej robić sama zaczęłam się wycofywać. Usunę się mu z drogi. Jasne, rozumiem go. Miał stracha.
Jest znany na całym świecie, a niektóre fanki sa nieobliczalne. Tylko.. ja to nie one.
-Przepraszam! - krzyknął za mną, gdy oddaliłam się na wystarczającą odległość. Zaśmiałam się.
-Nie masz za co! - odpowiedziałam .
Spotkałam swojego idola.. czy nie powinnam skakać z radości? Raczej nie.
Owszem, przepełniała mnie radość, niestety okoliczności spotkania były co najmniej dziwne.

(...)
"Szczęśliwy jest ten, który tego szczęścia doświadczył"
Gdzie ono się znajduje? Czy jestem na tyle ślepa, że go nie dostrzegam?

-------------------------------------------------------------------------
Wesołych świąt!

1 komentarz:

  1. Odlotowy!!! Tylko szkoda że taki krótki :/ Mam nadzieję że niedługo pojawi się nowy :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy